Karpacz - karpacz

Tamtego lata pogoda w Karpaczu była bardzo kapryśna. Niewiele było słońca i nawet dziadki, którym do szczęścia niewiele potrzeba i umieją w życiu zaakceptować wszystkie warunki, zaczęly marudzić. Ja tam z siostrą poznaliśmy się z młodymi mieszkańcami Karpacza, którzy potrafili nas mimo ciągłego deszczu tak zainteresować okolicą, że pogoda nie była nam straszna. Najbardziej podobały się nam zabawy w lesie koło sanatorium
Karpacz, gdzie kiedyś był tor saneczkowy. Teraz to już naprawdę nic po tym nie zostało. No jakieś absolutne ruiny tej drewnianej rynny, po której sunęli niegdyś saneczkarscy mistrzowie. Ale, że zakamarków tu dużo, zarośli pełno to i w chowanego się tu fajnie bawiło. Karpacz rozjaśniał się nieraz słońcem i wtedy nasi znajomi zabierali nas na jakiś szlak, ale siostra i ja woleliśmy jednak te laski, skałki, groty i łażenie po okolicznych potokach w poszukiwaniu żab, niż inne wycieczki. Oj, fajnie było.
Warto zobaczyć: