Sopot - molo
Kiedy postanowiliśmy, że pojedziemy nad morze, to żadne z nas nie pomyślało o Sopocie. Kiedy jednak Paweł stwierdził, że chciałby zobaczyć jakieś fajne molo, to wiedzieliśmy gdzie pojechać. Sam kiedyś byłem pod dużym wrażeniem, gdy stanąłem na dużo mniejszym pomoście w Międzyzdrojach, ale skoro Sopot znany jest w Europie w najdłuższego molo o drewnianej konstrukcji, więc wątpliwości żadnych nie było. W hoteliku
Sopot dostaliśmy pokój z balkonikiem i widokiem na plażę. Niestety do molo było daleko, ale bywaliśmy tam codziennie. Jest to przecież prawdziwy wabik, który ściąga do miasta nie tylko turystów polskich. Ponad pół km pomostu, który wdziera się w morze, musi się kojarzyć tylko z Sopotem, nawet za granicą. Kurort znany był w przedwojennej Europie pod niemiecką nazwą, jako ekskluzywne uzdrowisko. Spacer po molo uspokaja i koi nerwy. Lepiej się też tam człowiek opala.Na początku molo jest plac z fontanną, muszla koncertowa i oszklona od strony morza galeria. Obok stoi też wieża widokowa. Z molo szliśmy zawsze na Monciak, do naszej ulubionej cukierenki na lody lub ciacho.